Moje refleksje po kursie moderatora design thinking poukładały się i zasłużyły na słowo pisane.

Design thinking to styl i filozofia rozwiązywania problemów. Jest narzędziem wszechstronnym, pozwalającym przejść z fazy generowania pomysłów do fazy ich wypracowywania, testowania i poprawiania. Jednocześnie nikt z praktyktów DT nie zaprzeczy, że etap empatii w tym procesie jest kluczowy. „Bez zrozumienia potrzeb użytkownika, trudno będzie zaprojektować produkt lub usługę , która sprawi im przyjemność i spowoduje, że będą chcieli z tego korzystać” (zdanie z handbooka DT Poznań) tkwi największa magia i źródło sukcesu. My badacze wiemy to od lat, od lat mówimy naszym klientom o konsumencie, przybliżamy jego świat, pozwalamy wejść w jego buty. Założyliśmy BEELINE nie po to by „robić badania marketingowe”, ale by pomagać realizować projekty z sukcesem – czyli takie, które będą odpowiadać na problemy, na potrzeby konsumentów. W tym celu jesteśmy blisko z DT, sami moderujemy warsztaty kreatywne, często prowadzące do prototypów. Testujemy powstające produkty. Stale przybliżamy świat użytkowników-klientów realizując badania marketingowe i wyciskając z nich insighty.

Osobiście w DT zachwyciło mnie zdyscyplinowane podejście i intensywna praca. Obserwuję i uczę się tej filozofii od 3 lat. Jestem zarówno jej admiratorem jak i konstruktywnym krytykiem. Dlaczego? Bo dostrzegam pułapki schematów, uproszczeń, stereotypów, którymi mogą posiłkować się uczestnicy warsztatów, niekoniecznie wzbijając się na wyżyny swoich możliwości empatii. Gdy nawet przy najlepiej sporządzonej mapie empatii, może jej zabraknąć, by stworzyć produkt, który…. na siebie zarobi.

Monika Mostowska-Żybura